Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2007

Pilskie szaleństwo

Wyjazd do Piły okazał się udany, pomimo nieciekawej pogody. Przede wszystkim była to zasługa ludzi, którzy razem ze mną zażywali letniego agroodpoczynku - Ewci, Pauliny i gospodarza Leszka.

Po fatalnej i męczącej podróży pociągiem, dotarliśmy z Ewcią do celu. Zabraliśmy po drodze Paulinkę i pojechaliśmy z Leszkiem i jego tatą do ich domu. Posiadłość spora, lecz nie było czasu, żeby to od razu obadać. To znaczy czas był, ale chęci nie - zmęczenie górowało nad ochotą. Po wyleniwieniu się i połapotaniu, w końcu wyszliśmy na spacer po posiadłości. Trawa, rzeka, krowy, lekki kapuśniaczek... świetny klimat.
Widok

Tak więc pierwszy dzień spędziliśmy głównie na pogawędkach, jedzeniu, graniu w triviala i odsypianiu. Trzeba było w końcu nabrać sił na dzień drugi, będący pod znakiem wycieczki po Pile. W końcu centrum miasta też może być ekscytujące... :-)

... a jeśli wygląda tak, to już w ogóle...
Park w Pile
Park w Pile

Oj tak! Park był niesamowity! Nawet cmentarz centralny w Szczecinie się chowa! Kamil oczywiście wykorzystał okazję, żeby się poprzytulać z Ewcią.
Kamil i Ewa
Kamil i Ewa

Następnie spotkaliśmy wiewiórkę...
Wiewiórka

... oraz kaczkę, która poznawszy sytuację polityczną w Polsce, najwyraźniej zastanawiała się co ze sobą począć.
Kaczka

Chcieliśmy także wysilić się intelektualnie. I zrobiliśmy to. Tak nam chyba zostało do dzisiaj.
Paulina
Ewa
Leszek
Kamil

Zdjęcia trzeba było obejrzeć, naturalnie.
Oglądamy zdjęcia

Po wyjściu z parku, udaliśmy się w stronę zapowiadanego przez ponad dobę domku Staszica, przy którym oczywiście musieliśmy wykonać odpowiednie miny. No bo My to My! :-)
Domek Staszica

Drugą część dnia spędziliśmy na leniuchowaniu oraz grillowaniu. Smakowicie, prawda?
Grill

Trzeci dzień, oprócz lazyingu, spędziliśmy nad rzeką - próbując wymijać krople deszczu, które próbowały w nas trafić - nieskutecznie. Gwiazdą popołudnia był Misiu,
Misiu

który miał swoje 5 minut na drzewie, jako Król Miś.
Król Misiu

Tak też przebiegła wizyta w Schneidemuhlu.
A fotki zawdzięczamy Paulince
Paulina z aparatem
oraz Leszkowi
Leszek z aparatem

Jak Leszek nas jeszcze zaprosi, to chętnie wybiorę się jeszcze raz - może pogoda tym razem nas milej zaskoczy?